Wtorek, 30.04.2013r.
Chwilowo chata była wolna, bo mama miała dyżur w pracy. Niestety nie
odczułem tego, bo większość dnia znów przespałem. Wieczorem urządziliśmy sobie
turniej siatkówki z dzieciakami z ulicy, plus moja Matuszka. Muszę przyznać, że
mama ma niezłą kondycje jak na ten wiek. Odbijała każdą moją ścinę. Później
przejechaliśmy się rowerami po Konarzewie. Byłem wściekły, bo miałem w kole
flaka i nie mogłem dogonić Matuszki,
siory i małego Pasożyta (siostra Lenka).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz