wróżka-ż nie wymienne
gżegżółka-wyjątek
macierzanka-bo jest zakończernie -erz
piątek, 10 maja 2013
Przysłowia :)
1. Póty dzban wodę nosi, puki się uch nie urwie.
2.Kto pużno przychodzi ten sam sobie szkodzi.
3.Mama jest srebrem a milczenie złotem.
4.paluszki i główka to szkolna wymówka.
5.Darowanemu koniowi nie zagląda się w zemby.
6.Kto się na gorącym sparzy, ten na ziemię dmucha.
7.Nie odrazu Kraków zbudowano.
8.Kto podkim dołki kopie, ten sam w nie wpada.
9.Gdyby kuzka nie skakała to by nuszki nie złamała
2.Kto pużno przychodzi ten sam sobie szkodzi.
3.Mama jest srebrem a milczenie złotem.
4.paluszki i główka to szkolna wymówka.
5.Darowanemu koniowi nie zagląda się w zemby.
6.Kto się na gorącym sparzy, ten na ziemię dmucha.
7.Nie odrazu Kraków zbudowano.
8.Kto podkim dołki kopie, ten sam w nie wpada.
9.Gdyby kuzka nie skakała to by nuszki nie złamała
środa, 8 maja 2013
Sobota,
04.05.3013r.
Przeraża mnie fakt, powrotu do szkoły. Muszę odrobić zaległości z
poniedziałku. Jedyny plus to taki, że spotkam się znowu z lepszym gatunkiem
ludzkości – facetami. Tam przynajmniej jest nas więcej, bo „w kupie siła”.
Dobrze, że była ładna pogoda. Ścigałem się dzisiaj z Klaudiszonem i Weroniczką
na rowerach. Dziadek podkręcił mi hamulce i podniósł ciśnienie w oponach. Jest
super. Oczywiście wygrałem. Nie mogę doczekać się wakacji.
Piątek,
03.05.2013r.
Dzisiaj nudziłem się od rana. Dobrze, że spałem długo. Pogoda nie za
ciekawa. Matuszka wpadła na kolejny genialny pomysł. Malujemy chatę. Uznała, że
na ścianach jest zbyt dużo naszych odcisków, linii papilarnych i autografów
Pasożyta. Malowaliśmy, gdy już było ciemno. Rano trochę się zdziwiliśmy, bo
nowa farba była jaśniejsza. A może ten pomysł nie był jednak genialny?
Czwartek,
02.05.2013r.
Matuszka wygoniła mnie z łóżka, by pojechać na zakupy do Oszołoma. Te
kobiety to chyba się nudzą. One mnie
wykańczają. Tak się cieszyłem, że będę miał brata i będą siły wyrównane. A tu
pojawiła się kolejna baba. Lenka potrafi być denerwująca, ale plus taki, że
interesuje się samochodami, traktorami, samolotami i piłką. Coś po braciszku
odziedziczyła. W Oszołomie ludzi pełno,
kupiliśmy tylko zbędne rzeczy. Matuszka brała wszystko po dwie sztuki, bo były
w promocji. Po co komu 6 paczek kabanosów! Najwięcej czasu jak zwykle
spędziliśmy w ogrodzie, by zakupić kolejne niepotrzebne kwiatki, na które
trzeba uważać podczas grania w piłkę. Strata kapuchy, lepiej kupić ze dwie
reklamówki rozweselaczy.
Środa, 01.05.2013r.
Mam ochotę na coś pysznego! Niestety siora z Klaudiszonem wyżarły
zapasy z lodówki wraz z rozweselaczami
ukrytymi w szafie za ryżem i
makaronem. Musiałem zadowolić się kiełbasą. Sklepy są dzisiaj pozamykane, więc
nie ma co namawiać Matuszki na wyprawę do sklepu. Może jutro się uda. Po
południu przyjechali dziadkowie ze Srakendorfu. Miałem za zadanie rozpalić
grill, przygotować kiełbaski i kurczaczki. Niestety przeholowałem z podpałką i
nie dosyć, że śmierdziało na całej ulicy, to kiełbaski nie nadawały się do
spożycia. Matuszka powiedziała, o „kokosanki”- to nowe przekleństwo naszej
mamy.
Wtorek, 30.04.2013r.
Chwilowo chata była wolna, bo mama miała dyżur w pracy. Niestety nie
odczułem tego, bo większość dnia znów przespałem. Wieczorem urządziliśmy sobie
turniej siatkówki z dzieciakami z ulicy, plus moja Matuszka. Muszę przyznać, że
mama ma niezłą kondycje jak na ten wiek. Odbijała każdą moją ścinę. Później
przejechaliśmy się rowerami po Konarzewie. Byłem wściekły, bo miałem w kole
flaka i nie mogłem dogonić Matuszki,
siory i małego Pasożyta (siostra Lenka).
Poniedziałek 29.04.2013r.
Hurrra! Dzisiaj laba. Wszyscy w szkole, a
ja sobie leżę w łóżku. Na późne śniadanie zamówiliśmy pizzę o nazwie Radość
Prosiaczka. Tym razem nie poszliśmy do dziadków na obiad tylko pojechaliśmy
do kina na film pt.” Eragon „. Był on o smokach i o jeźdźcach smoków. Po filmie
pojechaliśmy pożegnać się z dziadkami, bo w końcu przygotowywaliśmy się do 1,5 godz.
drogi do domu. Babuszka próbowała namówić nas do zjedzenia obiadu, ale przecież
najedliśmy się popcornem w kinie. Żeby czas mijałam nam przyjemnie, to tata
zaproponował nam grę na tablecie. Falubazowiec ma niestety jednego tableta,
więc każdy grał po 15min. O tym kto pierwszy będzie grał zadecydował rzut
monetą. Wypadła reszka, więc wygrałem. Siora jak zwykle strzeliła focha. Grałem w symulator lotu, a ona w prowadzenie
restauracji. Wróciliśmy do domu. Fiona
była cała heppy.
Niedziela, 28.04.2013r.
Obudziłem się o 11.30, wstałem z łóżka o godz.
12.00. WYPAS! Gdy tata zobaczył, że nie śpię to od razu zaczął mnie wyzywać, że
przespałem cały Boży dzień. Kiedy przestał marudzić wziąłem się za robienie
lekcji . Zrobiłem : matmę, anglika, przyrodę i muzę. Kiedy skończyłem
pojechaliśmy całą ekipom do dziadków na obiadek. Zjadłem 8 naleśników z syropem
klonowym. Siora zjadła 2 nóżki z kurczaka, a Falubazowiec zjadł język świni. BLLE!!! Po objedzie
wyciągnęliśmy rowery i pojechaliśmy na wycieczkę rowerową.
Sobota,
27.04.2013r.
Dzisiejszy dzień spędziłem u Falubazowca, to mój ojciec, pasjonat
żużla. Podczas drogi standardowo
wstąpiliśmy do Mac donald’s. Zazwyczaj
zamawiałem 20 nugetsów na współę z siorą, tym razem zamówiliśmy 30, czyli po 15
na łebka. Zamówiłem też 2 paczki dużych frytek i 6 sosów śmietanowych. Falubazowiec wziął
Bic Mac. Ale jedną rzecz zawsze kupujemy tą samą ludy: Mac flary z lionem,
polewą czekoladową, ale nie mieszane. Gdy wróciliśmy było już późno więc
obejrzeliśmy kino domowe i poszliśmy spać.
Piątek, 26.04.2013r.
Dzisiaj w szkole zaczęliśmy omawiać lekturę ,,Dynastia Miziołków
". Ta lektura nie podobała mi się, ponieważ, była ona zapisana w formie
pamiętnika. Pani na języku polskim zadała
nam opisanie dziewięciu dni w formie pamiętnika na wspólnym koncie
internetowym . A przecież widomo, że faceci nie piszą pamiętników. Już pierwszego
dnia nie mogłem zalogować się na to konto. MASAKRA. Wpadł mi do głowy świetny
pomysł, żeby napisać to zadanie w ,,WordPad".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)